Wielka Brytania była świadkiem wielu zawirowań w historii, od Wilhelma Zdobywcy po Wojnę Róż, ale takiej niegospodarności i politycznej niedojrzałości w czasie demokratycznych rządów jeszcze nie widziała. Nawet Margaret Thatcher nie ryzykowała rozpadu królestwa, wcielają w życie swoje neoliberalne credo. Jak jednak widzimy, torysi są w stanie przesuwać poprzeczkę własnego obłędu jeszcze wyżej i wyżej.

Wielka Brytania zmierza ku największemu kryzysowi społecznemu w historii.

Banki żywności, strajki, rachunki wyższe niż kiedykolwiek, brak pracowników w państwowym systemie ochrony zdrowia (NHS). Dramat Brexitu był tylko prologiem. Premierzy odsuwani od władzy przez Partię Konserwatywną, która ze swojej strony stale przesuwa się coraz dalej na prawo – to kluczowe elementy tworzące scenerię tej greckiej tragedii. Mogłaby być to również doskonała sceneria szekspirowskiej sztuki o władzy i chciwości.

To jednak nie teatr. To jest prawdziwe życie.

Zatrudnienie, bezrobocie i brak siły roboczej

Najpierw jednak rzućmy okiem na dane.

Jak czytamy w raportach Office of National Statistics: „wzrost średniej płacy całkowitej (z uwzględnieniem premii) wyniósł 5,1%, a wzrost regularnego wynagrodzenia (bez premii) wyniósł 4,7% wśród pracowników w okresie od kwietnia do czerwca 2022 roku. W ujęciu realnym (skorygowanym o inflację) wzrost wynagrodzenia całkowitego i regularnego spadł w roku od kwietnia do czerwca 2022 r. na poziomie 2,5% dla wynagrodzenia całkowitego i 3,0% dla wynagrodzenia regularnego; był to rekordowy spadek dla wynagrodzenia regularnego”. Co więcej „średnie tygodniowe zarobki oszacowano na 611 funtów dla płacy całkowitej i 568 funtów dla płacy regularnej w czerwcu 2022 roku”. Wszystko to jednak w lipcu i czerwcu zostało zatrzymane z powodu inflacji – która według oficjalnych danych osiągnęła poziom 8-9 procent. W powszechnym odczuciu wskaźnik ten jest zaniżony i powinien być dwucyfrowy.

Jeśli chodzi o zatrudnienie w sektorze publicznym: „Całkowite zatrudnienie w sektorze publicznym wzrosło w marcu 2022 r. w porównaniu z poprzednim kwartałem i poprzednim rokiem; wzrost w porównaniu z rokiem ubiegłym wynika w dużej mierze z trwającej reakcji NHS i Służby Cywilnej na pandemię koronawirusa (COVID-19). Szacuje się, że w marcu 2022 r. w sektorze publicznym było 5,74 mln pracowników, czyli o 21 000 (0,4%) więcej niż w grudniu 2021 r. i o 67 000 (1,2%) więcej niż w marcu 2021 r.”. Głównym problemem jest jednak liczba stanowisk nieobsadzonych, których liczba wzrosła za sprawą Brexitu.

Jak możemy przeczytać w jednym z raportów: „W okresie od maja do lipca 2022 r. liczba wakatów była o 478 800 (60,2%) wyższa od poziomu sprzed okresu od stycznia do marca 2020 r., czyli od poziomu przed korkami (COVID-19) i o 309 500 (32,1%) wyższa od poziomu sprzed roku”.

Na pierwszy rzut oka dobrze wygląda niska stopa bezrobocia: 3,8%, o 0,2 punktu procentowego niższa od poziomu sprzed pandemii. I dalej: „Stopa zatrudnienia w Wielkiej Brytanii została oszacowana na 75,5%, co jest o 0,1 punktu procentowego niższe niż w poprzednim trzymiesięcznym okresie i o 1,0 punktu procentowego niższe niż przed pandemią (grudzień 2019 – luty 2020)”. Co więcej, raporty mówią, że „wskaźnik bierności gospodarczej w Wielkiej Brytanii został oszacowany na 21,4%, co jest w dużej mierze niezmienione w porównaniu z poprzednim okresem trzymiesięcznym, ale o 1,2 punktu procentowego wyższe niż przed pandemią”.

Jak podają brytyjskie media, NHS potrzebuje 38 972 pielęgniarek do obsadzenia wolnych wakatów. Jest to niewielki wzrost w stosunku do analogicznego okresu roku poprzedniego, kiedy to wskaźnik wakatów wynosił 9,2% (34 678 wakatów). Co więcej, nadmiernie wysoka liczba nieobsadzonych stanowisk pracy w ochronie zdrowia to problem, który dawał się we znaki na długo przed COVID-19. W marcu 2022 r. nieobsadzonych był 100 000 stanowisk związanych z opieką specjalistyczną nad pacjentem (secondary care), z czego ponad 8 tys. wakatów to zawody medyczne.

Niedobory kadrowe w NHS pod rządami torysów tylko się pogłębiały. Było to spowodowane nieodpowiednim planowaniem zatrudnienia i brakiem odpowiedzialnego podejścia ze strony rządu, który nie zadbał m.in. o utworzenie i sfinansowanie miejsc, gdzie wystarczająca liczba nowych lekarzy mogłaby się wykształcić. Ten problem rośnie jak kula śnieżna od czasu Brexitu 1 lutego 2020 roku. COVID-19 tylko pogłębił jego skalę.

Podobne braki widać w transporcie. Brytyjskie koleje rekrutują nowych pracowników, nie mówiąc, ilu z nich jest faktycznie potrzebnych. Jednocześnie strajkujący kolejarze alarmują, że branży grożą… zwolnienia. Czy nowi pracownicy byliby zatrudnieni na znacznie gorszych warunkach niż dzisiejsi pracownicy? Możemy się tylko domyślać.

Brytyjskie linie lotnicze również poszukują pracowników personelu pokładowego po tym, jak braki kadrowe zmusiły je do odwołania około 1200 lotów od początku tego roku. BA zwolniła około 10.000 pracowników podczas pandemii, kiedy podróże międzynarodowe podlegały ścisłym ograniczeniom. Przemysł ciężarówek również znajduje się pod dużą presją. Zgodnie z ankietą Road Haulage Association (RHA) szacuje, że w Wielkiej Brytanii brakuje obecnie ponad 100 tys. wykwalifikowanych kierowców.

Kryzys kosztów utrzymania

Office for National Statistics oświadczył, że inflacja mierzona wskaźnikiem cen konsumpcyjnych wzrosła z 9% w kwietniu do 9,1% w zeszłym miesiącu, czyli do poziomu ostatnio widzianego w lutym 1982 r. i najwyższego wskaźnika w grupie G7 bogatych narodów oraz najwyższego w ciągu ostatnich 40 lat historii Wielkiej Brytanii.

Bank Anglii twierdzi, że Zjednoczone Królestwo – którego wolałbym już nie nazywać Wielką Brytanią – zmierza do kryzysu finansowego znacznie dłuższego i głębszego niż ten z 2008 roku. Dlaczego? Ten ostatni nastąpił po latach wzrostu gospodarczego. Nowy kryzys nadchodzi zaś nadchodzi po 14 latach stagnacji płac i bardzo anemicznego wzrostu, z prologiem w postaci pandemii i nowym rozdziałem pisanym przez wojnę na Ukrainie oraz niebotyczne ceny gazu.


Jak to ujął Aaron Bastiani z Novara Media:

„Do końca lat dwutysięcznych panowało powszechne przekonanie, że sprawy ogólnie idą ku lepszemu. Ale dziś każdy młodszy niż 31 lat nigdy nie pracował w gospodarce z trwałym wzrostem średniej płacy. Przed nami trzecia poważna recesja w ciągu mniej niż jednego pokolenia, a obecnie oczekuje się, że w 2025 roku gospodarka Wielkiej Brytanii nie będzie silniejsza niż w 2020 roku”.

Co więcej, prognozy Banku Anglii pokazują, że inflacja będzie coraz wyższa – w szczytowym momencie wyniesie około 13-14%.

Jak ujmuje to Bastiani:

„W ciągu ostatnich 15 lat przeciętne brytyjskie gospodarstwo domowe stało się stosunkowo biedniejsze. W latach 2007-2018 Resolution Foundation stwierdziła, że średnie dochody rozporządzalne, skorygowane o siłę nabywczą, spadły w Wielkiej Brytanii o 2%. Tymczasem we Francji wzrosły o 34%, a w Niemczech o 27%”.

Tymczasem elita polityczna Zjednoczonego Królestwa całym sercem popiera bogaczy, a od problemów biedniejszej większości społeczeństwa zwyczajnie się odwraca.

Jeśli spojrzymy na wskaźnik cen detalicznych (RPI), który obejmuje znacznie więcej czynników, takich jak poziom odsetek od kredytów i ich spłata sytuacja jest znacznie gorsza, do końca roku ceny będą o 18% wyższe w porównaniu z rokiem ubiegłym. Wszystko to w całkowicie sprywatyzowanym środowisku firm gazowych, systemów kolejowych, a nawet dostaw wody Tak, w Walii i Anglii woda jest prywatna, za sprawą działań Margaret Thatcher w 1989 roku. Według różnych raportów prywatne firmy marnują codziennie równowartość wody, z której mogłoby korzystać 20 milionów ludzi. 83% Anglików jest za renacjonalizacją.

Już teraz więcej niż jedna na pięć osób w Wielkiej Brytanii (22%) żyje w ubóstwie – to 14,5 mln osób. A w raporcie State of Hunger z maja 2021 roku Trussell Trust oszacował, że w latach 2019-20, przed wybuchem pandemii około 2,5% wszystkich brytyjskich gospodarstw domowych (700 tys.) korzystało z banków żywności. W tej chwili ta liczba powinna być znacznie większa. Co więcej, rachunek za energię dla przeciętnego gospodarstwa domowego wzrośnie o około 1 600 funtów do ponad 3 600 funtów, zgodnie z najnowszymi prognozami. Tylko około jedna na 13 osób (8%) uważała, że rachunki wzrosną o więcej niż 1500 funtów – co przewidywali eksperci. Firmy energetyczne, rzecz jasna, również są od dawna prywatne.

Jak podsumowuje Aaron Bastiani:

„starsi wyborcy mogą uparcie opowiadać, jak złe były lata 70. Ale pomiędzy pierwszymi kwartałami 1974 i 1976 roku, po szoku naftowym, udział dochodów gospodarstw domowych wydawanych na rachunki za media wzrósł o 0,7%. Natomiast w okresie od początku 2021 do 2023 roku udział ten ma wzrosnąć o 3,5%. Innymi słowy, rozwijający się kryzys energetyczny będzie około pięć razy bardziej dotkliwy dla konsumentów niż w tych rzekomo strasznych dawnych czasach”.

Reakcja establishmentu

Dla Liz Truss, która jest jedną z dwóch walczących o stanowisko premiera po skandaliście Johnsonie, odpowiedzią na wszystko jest obniżenie podatków. W tym samym czasie Partia Pracy proponuje obniżkę VAT na rachunkach za energię. Gdzie jest więc między nimi różnica? Lider labourzystów Keir Starmer w tej chwili przedstawia pomysły, które nie różnią się zbytnio od tych z establishmentu.

Jest to dokładne przeciwieństwo polityki stosowanej po kryzysie w 2008 roku w Wielkiej Brytanii, kiedy to strumień tanich kredytów pozwolił uniknąć głębszej recesji. Tutaj, jak wskazuje wielu, nie tylko Aaron Bastiani, zwiększenie kosztów kredytu, wraz ze spiralą cen energii i żywności, prawdopodobnie utrwali recesję.

Stracą również lokatorzy, ponieważ właściciele mieszkań jeszcze bardziej podnoszą czynsze (w zeszłym roku w Londynie odnotowano rekordowy wzrost), aby odzwierciedlić rosnące koszty pożyczek. Struktura społeczna, w której wiele ludzi mieszka w nieruchomościach budowanych pod wynajem, z właścicielami, którzy z kolei wzięli tanie kredyty na ich kupno, mogło wydawać się w miarę sensowne w ostatnich kilku latach. Teraz jednak cała koncepcja zmierza ku bolesnemu upadkowi.

„Klasa robotnicza jest tutaj i nigdzie się nie wybiera”

Mike Lynch, wspierany przez Eddiego Dempseya, pokazał, że związki zawodowe mogą być bojowe i mogą być znacznie bardziej aktywne w polityce. W dobie mediów społecznościowych często stwierdza się, że cały proces polityczny zamienił się w tweety i hiper-skondensowane cykle medialne, gdzie akcja toczy się na wyciągnięcie ręki. Nie jest to jednak prawda, zwłaszcza w przypadku wydarzeń tej rangi, których mamy być świadkami.

Na naszych oczach nabiera rozpędu gorące związkowe lato. Coraz bardziej prawdopodobnie wygląda faktyczny strajk generalny na jesieni i zmiana polityki Kongresu Związków Zawodowych. W tle jest rosnąca liczba akcji protestacyjnych na kontynencie. Na przykład we Francji, która przygotowuje się do fali strajków na początku września.

Kto zatem strajkuje już teraz, a kto dołączy za chwilę? I czy na horyzoncie pojawiają się jakieś nowe formy protestu?

Awangarda obecnej fali strajkowej, której przewodzą Mike Lynch i Eddie Dempsey, to kolejarze z RMT, którym towarzyszą – po długich, ale udanych negocjacjach – Associated Society of Locomotive Engineers and Firemen (Aslef) oraz Transport Salaried Staffs’ Association (TSSA). Interesujące jest tu to, że po raz pierwszy od pokolenia wszystkie trzy specjalistyczne związki kolejowe biorą udział w proteście w tym samym czasie. Żądanie RMT dotyczy podwyżki płac w wysokości od 7% do 8%. Początkowo Network Rail oferował im 2% podwyżkę płac, a 1% więcej, jeśli zgodzą się na redukcję zatrudnienia i tzw. modernizację – która, jak twierdzi związek, sprawi, że warunki dla pracowników i pasażerów staną się niebezpieczne. Na początku strajku Network Rail powróciło z lepszą ofertą płacową, którą RMT odrzuciło. Członkowie związku Aslef również walczą o podwyżkę, tymczasem pracownicy kolei TSSA w Network Rail i Southeastern głosowali za podjęciem działań w sprawie płac, warunków i bezpieczeństwa pracy.

Pracownicy kolei podczas strajku w lipcu 2022 r. Źródło: Archiwum Nicka Ounga.

Strajk RMT po raz pierwszy miał miejsce w czerwcu, kiedy to 40 tys. pracowników zastrajkowało, zatrzymując 80% krajowych usług kolejowych. Kolejny dzień strajkowy miał miejsce 27 lipca, potem 18 sierpnia. Na 20 sierpnia zaplanowany jest kolejny. Członkowie Aslef w Greater Anglia rozpoczęli 24-godzinny strajk na początku lipca, a dalszą akcję strajkową przeprowadzili 30 lipca.

Następni są inżynierowie BT Group plc i pracownicy call center, zorganizowani przez Communication Workers Union (CWU). Jest to pierwszy krajowy strajk pracowników BT od 35 lat. Chcą oni strajkować w sprawie podwyżki płac. W tym roku grupa BT dała pracownikom 1500 funtów podwyżki rocznie, CWU mówi, że jest to „dramatyczna redukcja płac w ujęciu realnym” wobec rosnącej inflacji. To porażająca prawda, tym bardziej, jeśli wiemy, że w zeszłym roku dyrektor naczelny BT Phillip Jansen otrzymał 32-procentową podwyżkę, dzięki czemu jego wynagrodzenie wzrosło do 3,5 mln funtów. Ich akcja strajkowa miała miejsce 29 lipca i 1 sierpnia. Szykuje się kolejna fala strajkowa, ponieważ firma nie spełniła żądań pracowników.

Nauczyciele i system edukacji

Jako następny zbliża się strajk nauczycieli w Anglii i Szkocji, członków National Education Union (NEU). Obecnie NEU przeprowadza wstępne głosowanie orientacyjne, aby ocenić chęć do strajku, a następnie formalne głosowanie. Jeśli członkowie zagłosują za akcją strajkową, odbędzie się ona jesienią. Powodem, dla którego chcą strajkować, są po raz kolejny płace. Przedstawiciele związku twierdzą, że nauczyciele stracili 20% wynagrodzenia w ujęciu realnym od 2010 roku. NEU domaga się natomiast podwyżki płac „inflacja plus”. Jest bardzo mało prawdopodobne, że rząd spełni ich żądania.

Strajk nie ominie szkół wyższych, bo równie oburzeni są członkowie University and College Union (UCU) Powodem są emerytury, płace, obciążenie pracą i kontrakty dorywcze. Potencjalne działania to 10 dni strajku nad cięciami w Universities Superannuation Scheme (USS), programie emerytalnym dla szkolnictwa wyższego, do którego należy 400 000 członków. Cięcia emerytalne – które weszły w życie w kwietniu 2022 roku – spowodowały, że przeciętny nauczyciel stracił co najmniej 35% emerytury. Aby uniknąć akcji strajkowej, UCU chce, aby cięcia emerytalne zostały anulowane i aby przeprowadzono nową wycenę „opartą na dowodach”. I tego jednak trudno spodziewać się od rządu.

UCU domaga się minimalnej podwyżki płac o 2500 funtów dla wszystkich pracowników, a także działań mających na celu rozwiązanie problemu nierówności płacowych, kontraktów dorywczych i nadmiernego obciążenia pracą. Jeśli głosowanie zakończy się sukcesem, strajki odbędą się pod koniec lata i w listopadzie. Jak pisze Novara Media, w referendach wzięło udział 39 college’ów w całej Anglii, poprzez trzy oddzielne głosowania. W największym z nich pracownicy 29 college’ów w całej Anglii oddali 89,9% głosów na „tak”, przy frekwencji 57,9% . To najmocniejszy mandat do akcji protestacyjnej od czasu wprowadzenia progu referendalnego w 2016 roku. Do protestu dołączy też sześć kolejny szkół wyższych w Londynie, a także „cztery na północnym zachodzie, w całym Liverpoolu, Burnley, Manchesterze i Oldham, które podejmą dalsze działania po wstępnych strajkach w maju 2022 roku”.

W raporcie UCU opublikowanym 8 lipca stwierdzono, że ośmioro na 10 pracowników szkół wyższych pozostaje w sytuacji niestabilnej ekonomicznie. Pracownicy informują związek, że muszą ograniczać ogrzewanie swoich domów i korzystanie z ciepłej wody. Jedna czwarta pracowników skarży się, że z powodu braku pieniędzy rezygnuje codziennie z jednego posiłku.

Protesty odbędą się 6 i 7 września w Burnley College, The Manchester College, City of Liverpool College i Oldham College. 35 college’ów nie ogłosiło jeszcze dat swoich akcji strajkowych. Jeszcze można tych strajków uniknąć – gdyby rząd spełnił żądania pracowników.

Infrastruktura

British Airways ma własne problemy. Ich pracownicy są zrzeszeni w centralach Unite i GMB. Spór toczy się o 10-procentową obniżkę płac narzuconą w szczytowym momencie pandemii. BA twierdzi, że zaoferowało 10% jednorazową wypłatę, co jest żartem w obliczu pracowników, ponieważ wiedzą oni, że menedżerowie BA mają przywrócone płace do poziomu sprzed pandemii. Chcą odwrócić to 10% cięcie na stałe. 95% pracowników poparło akcję, która była planowana na późne lato i wczesną jesień. Ale właśnie teraz BA wróciło do stołu negocjacyjnego ze „znacząco lepszą ofertą”. Członkowie związków zawodowych muszą zagłosować, czy zaakceptują to porozumienie.

Pracownicy pocztowi Royal Mail Group (też sprywatyzowanej) w liczbie 115 000, zorganizowani w CWU, zagłosowali 19 lipca przytłaczającą większością głosów za akcją strajkową – 97,6% głosów TAK przy 77% frekwencji. Chcą walczyć o wyższe podwyżki płac. RMG sugeruje 2% podwyżki, ale oni twierdzą, że to za mało. RMG twierdzi, że zaproponowało wzrost płac o 5,5%, na co pracownicy się nie zgodzili. CWU chce wrócić do stołu negocjacyjnego, więc na razie nie wskazuje dat strajku.

Don’t Pay UK

Zupełnie nową formę na przybrać jesienny protest Don’t Pay UK – akcja skupia się na niepłaceniu rachunków za energię w październiku tego roku. Przewiduje się, że średnie rachunki za energię wzrosną w październiku do ponad 3500 funtów. W tym samym czasie firmy energetyczne liczą swoje zyski w miliardach.

Ta akcja może być game changerem, bo system prawny nie będzie w stanie objąć 10 000 000 osób, które nie będą płacić rachunków, a taką liczbę deklarują organizacje akcji. Wiele osób na swoich kontach twitterowych czy grupach facebookowych twierdzi, że weźmie w niej udział. Jednak sytuacja jest w tej chwili zbyt niepewna, by móc o akcji napisać cokolwiek pewnego. Wiadomo tylko, że w mediach społecznościowych rzecz nabiera rozpędu. Zobaczymy, co pokaże październik.

Oczywiście to daleko nie wszystkie strajki, które toczą się obecnie lub będą niedługo toczyć się w Wielkiej Brytanii. Do powyższej listy można dodać protest w magazynach Amazon czy dziki protest w Szkocji, w Major Oil Refinery. Lista będzie się tylko wydłużać.

Widzimy też przeciwuderzenie establishmentu. Przygotowywane są ustawy antyzwiązkowe – zostaną one opisane w kolejnym artykule skupiającym się na strategiach establishmentu.

Jednak jasny jak słońce jest fakt, że klasa robotnicza budzi się i będzie coraz głośniej maszerować przez brytyjskie miasta. Nikt jej nie wyzwoli od polityki oszczędności i od wyzysku – tylko własna walka pracowników o swoje prawa.

Subskrybuj kanał Cross-border Talks na YouTube! Śledź stronę projektu na Facebooku i na Telegramie !

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

%d bloggers like this: