Historyczny zwrot w Kolumbii. Lewicowiec Gustavo Petro prezydentem

Były partyzant miejski, burmistrz Bogoty, deputowany i senator Gustavo Petro wygrał wybory prezydenckie w kraju Ameryki Łacińskiej, gdzie władza zawsze była w rękach prawicy, a przemoc szalała. Obiecuje pokój, sprawiedliwość społeczną, ochronę środowiska i przyrzeka: „Zmiana oznacza odłożenie na bok nienawiści i sekciarstwa. Chcemy zjednoczonej Kolumbii”. .”Różowa fala” stała się dominująca w Ameryce Łacińskiej i dała silny impuls globalnej lewicy.

Rozstrzygnięcie wyborów prezydenckich w Kolumbii 19 czerwca, w których zwyciężył lewicowy kandydat Gustavo Petro z wynikiem 50,48%, to historyczny zwrot akcji o silnym wydźwięku globalnym.

W kraju Ameryki Łacińskiej, znanym z tego, że przez ponad dwa stulecia niepodległości zawsze rządziła tam wyłącznie prawica, gdzie lewica była ostro represjonowana i spychana do partyzantki, gdzie panowała przemoc polityczna i przestępczość, a połowa ludności żyła w ubóstwie, głową państwa jest teraz były bojownik miejskiej partyzantki. Człowiek, który uparcie trwał w polityce jako deputowany, senator i burmistrz Bogoty.

„Prezydent-partyzant i czarnoskóra wiceprezydentka… Cóż, teraz mogę umrzeć w spokoju”. To słowa zapłakanej, skromnie ubranej kobiety, która znalazła się w rozradowanym tłumie w noc po zwycięstwie duetu Petro-Marquez.

Słowa te zapisał Juan Pablo Monedero, również obecny na powyborczym wiecu w Bogocie. Monedero jest współzałożycielem Podemos, uważanym za ideologa tej lewicowej partii, która obecnie współrządzi Hiszpanią.

Powstanie pierwszego lewicowego rządu w historii Kolumbii zbiega się w czasie z inspirującym (choć bardziej skromnym niż pożądany) wynikiem nowego sojuszu lewicy we Francji w drugiej turze wyborów parlamentarnych, która odbyła się tego samego dnia – 19 czerwca. Z kolei oczy Hiszpanów zwrócone są w inną stronę – 19 czerwca hiszpańska lewica poniosła klęskę wyborczą w swoim dotychczasowym bastionie, autonomicznym regionie Andaluzji, który zawsze uważany był za „czerwony”, a teraz stał się „niebieski” po triumfie konserwatywnej Partii Ludowej.

Zestawienie wyborów w Kolumbii, Francji i Andaluzji jest bardzo ważne dla światowej lewicy w takim momencie jak obecny. Niewątpliwie sprawom tym trzeba przyjrzeć się bardziej dogłębnie i zapewne pojawią się różne interpretacje wydarzeń. Pytanie brzmi jednak: czy hiszpańska lewica dostrzeże naturę swoich problemów i spróbuje wyciągnąć wnioski z doświadczeń swoich kolumbijskich i francuskich towarzyszy? I czy Kolumbijczycy i Francuzi nie powtórzą hiszpańskich błędów?

To rzeczy ważne, ale na razie to, co jest naprawdę bezsporne, to fakt, że największy przełom dla światowej lewicy dokonał się w Kolumbii. Wraz z tamtejszym zwycięstwem Petro,

wydaje się, że „różowa fala” w Ameryce Łacińskiej staje się niepowstrzymana i dominująca.

Jedynym bastionem prawicy na południu kontynentu pozostaje Brazylia, w której nadal rządzi Jair Bolsonaro, ale i tam w październiku odbędą się wybory prezydenckie, w których sondaże przewidują zwycięstwo lewicowego byłego prezydenta i więźnia Luli da Silvy.

Pod rządami lewicowych prezydentów znajdują się tak wpływowe kraje Ameryki Łacińskiej jak Meksyk, Chile, Argentyna – i wszystkie one przyjęły podobną do Petro „różową” orientację. Jest ona bliska socjaldemokracji, nie tak radykalna jak poprzednia, boliwariańska fala na kontynencie, z czasów przywódcy Wenezueli Hugo Chaveza. Niesie jednak bardzo silne i motywujące przesłanie integracji regionalnej, solidarności i zjednoczenia, oparte na sprawiedliwości społecznej i walce z nierównościami.

CałaAmeryka Łacińska świętuje dziś przełom w Kolumbii, jakim jest zwycięstwo Petro-Marqueza, ponieważ nie jest to bynajmniej wąskie zwycięstwo ideologiczne, lecz oparty na wartościach powrót „latynoamerykańskiego Izraela” (jak mówili o Kolumbii sami prawicowi rządzący) do braterskich stosunków z krajami sąsiednimi. Państwami, które pragną odbudować swoje ojczyzny poprzez większą solidarność, pokój i sprawiedliwość.

Już w swoim pierwszym przemówieniu po zwycięstwie Gustavo Petro przyrzekł uczynić Kolumbię „światową potęgą życia”, kładąc szczególny nacisk na politykę ochrony środowiska i ochronę przyrody w kolumbijskiej Amazonii. Zapowiadał rezygnację z zanieczyszczających środowisko firm energetycznych, w tym międzynarodowych, z wyraźnym wskazaniem na amerykańskie. Wszystko na rzecz łagodnego i zrównoważonego rozwoju zarówno w przemyśle, jak i w rolnictwie. Zapowiedział też zachęty do wprowadzania nowoczesnych, zaawansowanych technologii.

Petro powtórzył również swoje obietnice z kampanii wyborczej dotyczące pokoju, sprawiedliwości społecznej i szacunku dla przyrody. Wyciągnął rękę do wszystkich Kolumbijczyków, nawet do swoich przeciwników politycznych.

Napominał: „Zmiana oznacza odłożenie na bok nienawiści i sekciarstwa. Chcemy zjednoczonej Kolumbii”. Zapewnił, że będzie budował „rząd nadziei” i „wspólnej miłości”. Podkreślił: „Niech Kolumbia w całej swojej różnorodności będzie jedna dla wszystkich, a nie podzielona na dwie części. Potrzebujemy polityki wspólnej miłości, rozumianej jako polityka zrozumienia i dialogu”.

Z kolei bardzo podekscytowana Francia Marquez, która jako pierwsza przemawiała na powyborczym wiecu w Bogocie wraz ze swoją liczną rodziną, a następnie oddała głos Petro, zaczęła od podziękowania kolumbijskiej młodzieży za zwycięstwo. Następnie podziękowała kobietom, rdzennym mieszkańcom, mieszkańcom wsi i swojej afroamerykańskiej społeczności.

„Po 214 latach (tyle czasu minęło od uzyskania przez Kolumbię niepodległości – przyp. aut.) mamy wreszcie rząd ludowy, rząd ludzi wstających z kolan, rząd tych, których dotąd miano za nic. Zamierzamy pojednać ten naród, będziemy zdecydowanie podążać w kierunku pokoju, godności, sprawiedliwości społecznej, wykorzenimy patriarchat, będziemy bronić praw naszej matki ziemi” – powiedziała nowa wiceprezydent Kolumbii.

To naturalne, że w tak przełomowym momencie przeważają emocje, patos i wielkie oczekiwania.

Jasne jest jednak, że wielkich zmian w Kolumbii nie da się przeprowadzić w ciągu zaledwie jednej czteroletniej kadencji prezydenckiej – a Petro zapowiedział, że nie będzie się ubiegał o reelekcję.

Trzeźwe spojrzenie nie może pominąć ogromnych trudności i nieuniknionego wewnętrznego sabotażu, z jakimi będzie musiał zmierzyć się ten rząd.

Ale najważniejsze jest to, że dokonał się decydujący przełom. To głosowanie odwróciło trajektorię dziejów Kolumbii, co niewątpliwie będzie miało reperkusje dla całej lewicy latynoamerykańskiej i światowej.

Na szczególną uwagę zasługuje fakt, że pomimo ostrożnego odcinania się Petro od linii boliwariańskiej w trakcie kampanii, kiedy to wielokrotnie powtarzał, że „Wenezuela nie jest dla niego wzorem”, przedstawiciele tego nurtu w polityce kontynentalnej mimo wszystko gratulują mu zwycięstwa. Prezydent Wenezueli Nicolás Maduro napisał na Twitterze: Wola narodu kolumbijskiego, który wyszedł bronić drogi demokracji i pokoju, została wysłuchana. Zaczynają się nowe czasy dla tego bratniego kraju”.

Ten tekst został po raz pierwszy opublikowany w języku bułgarskim na portalu Baricada.

Subskrybuj kanał Cross-border Talks na YouTube! Jesteśmy też na FacebookuTwitterze oraz na Telegramie!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

%d bloggers like this: