Francja: dała przykład nam lewica

W pierwszej turze francuskich wyborów parlamentarnych Nowa Unia Ludowa, Ekologiczna i Socjalna idzie łeb w łeb ze stronnictwem Emmanuela Macrona. Zamiast premii wyborczej dla prezydenta, który niedawno wygrał wybory mamy dowód na to, jak wielu Francuzów i Francuzek oczekuje prawdziwej zmiany.

Macronowskie Razem! – 25,75 proc. NUPES, czyli Zjednoczona Lewica – 25,66 proc. Zjednoczenie Narodowe Marine Le Pen – za nimi z wynikiem 18,68 proc. To oficjalne wyniki pierwszej tury francuskich wyborów. Za tydzień dogrywka, bo obowiązuje system okręgów jednomandatowych, a niewielu politykom udało się już teraz zdobyć 50 proc., które daje mandat w pierwszej turze. W drugiej przeciwko sobie staną politycy, którzy mieli przynajmniej 12,5 proc. – zwykle dwie, rzadziej trzy osoby. Zatem chociaż zostało jeszcze kilka dni, by poznać ostateczny rozkład mandatów, wszystko wskazuje na to, że stan posiadania lewicy zwiększy się radykalnie. W mijającej kadencji miała 68 mandatów – teraz może zupełnie realistycznie myśleć o podwojeniu stanu posiadania. A może być jeszcze lepiej:

– Kiedy nasi kandydaci zakwalifikowali się do drugiej tury w bardzo wielu okręgach, a ministrowie przegrali, lewicowi wyborcy zrozumieją, że naprawdę możemy wygrać. Będzie skok mobilizacji na naszą korzyść –

powiedział L’Humanité rzecznik prasowy Francuskiej Partii Komunistycznej Ian Brossat.

Jean-Luc Melenchon miał rację, gdy w wywiadzie, opublikowanym przez Cross-Border Talks, oświadczył, że partia Emmanuela Macrona nie ma co liczyć na premię w wyborach parlamentarnych po tym, gdy jej lider wygrał wyścig do Pałacu Elizejskiego w wyjątkowo słabym stylu.

Wiele wskazuje na to, że na samodzielną większość – do tego potrzeba 289 mandatów – koalicja Razem! nie ma co liczyć.

Będzie musiała oglądać się na inne prawicowe formacje: Republikanów (też przegrali, w pierwszej turze 13,62 proc.), nawet Zjednoczenie Narodowe (Marine Le Pen chciała mieć ponad setkę mandatów, co raczej się nie uda). Nie będzie za to w Zgromadzeniu Narodowym żadnego przedstawiciela szowinistycznej, islamofobicznej Rekonkwisty Erica Zemmoura – wszyscy mieli zbyt słabe wyniki w okręgach, by dostać się do drugiej tury. 

W szeregu okręgów obóz prezydenta będzie już tylko przyglądał się dalszemu rozwojowi wypadków, bo do pojedynków staną kandydaci Zjednoczenia i Unii Ludowej. Niedawno Jean-Luc Melenchon wzywał swoich wyborców, by pod żadnym pozorem nie głosowali na Marine Le Pen w drugiej turze – teraz nie może liczyć na wzajemność. Przedstawiciel prezydenckiej partii oznajmił już 12 czerwca, że nie ma mowy o ogólnokrajowym poparciu NUPES – co prawda nie będzie też wezwań, by głosować na ludzi Zjednoczenia, ale macroniści w każdym okręgu podejmą “indywidualne decyzje”, czy poprzeć reprezentanta Lewicy. Niektórzy, sugeruje obóz władzy, na to nie zasłużyli, bo to  “ekstremiści”, niewykazujący przywiązania do “wartości republikańskich”. 

Czym według macronistów jest “ekstremizm”?

W programie NUPES znajdziemy m.in. wprowadzenie emerytur dla 60-latków, walkę z drożyzną poprzez regulację cen, regulację czynszów, ograniczenie niestabilnego “śmieciowego” zatrudnienia, podwyższenie płacy minimalnej do 1500 euro. Dalej jest stworzenie bardzo progresywnej, 14-progowej skali opodatkowania, podatek od transakcji finansowych, renacjonalizacja autostrad i lotnisk, walka z ubóstwem i uznanie, że mieszkanie jest prawem każdego człowieka.

W rozdziale poświęconym m.in. ekologii, energetyce i dobrom wspólnym znalazł się tak skrajny postulat jak “dostęp do wszystkich podstawowych usług publicznych (szkoła, stacja kolejowa, szpital, poczta itp.) oraz do obiektów sportowych i kulturalnych w odległości 15-30 minut samochodem lub komunikacją publiczną, od każdego osiedla mieszkaniowego”.

A może ekstremistyczne są postulaty stworzenia lub wzmocnienia oddolnych instytucji demokratycznych w dzielnicach i gminach, czy też rozbudowany blok dotyczący ochrony przyrody i zielonej transformacji gospodarki? Jedno jest pewne – żadna z tych rzeczy nie leżała specjalnie na sercu Macronowi, marzenie Żółtych Kamizelek o oddolnej demokracji brutalnie rozpędzał gumowymi kulami i gazem łzawiącym.

Tamta dramatyczna konfrontacja między władzą i ludźmi, a także wcześniejsze niespełnione obietnice kolejnych “przyjaciół ludu” czy “odnowicieli demokracji” – także tych mieniących się socjalistami – sprawia, że

największym przeciwnikiem lewicy w tych wyborach był nawet nie Macron i aparat władzy, co niska frekwencja.

Aktywistki NUPES, podobnie jak przed wyborami prezydenckimi sztab Melenchona, musiały nie tyle przekonywać pracujące Francuzki, że tanie mieszkania i wyższe płace są im potrzebne, co dowodzić, że taki program naprawdę może zostać wprowadzony w życie, a ich głos może w tym pomóc. Jednak dla wielu uprawnionych do głosowania poczucie, że wybory nic nie zmieniają, było silniejsze. Frekwencja wyniosła jedynie 49 proc. 

Podczas przeprowadzonej 10-11 czerwca w Berlinie konferencji Socialism in Our Time socjalistyczna filozofka Nancy Fraser stwierdziła, że czasy wielkiego systemowego kryzysu, takie jak nasze, sprzyjają ludziom głoszącym rzeczy nowe, zapowiadającym nowe porządki. Mogą być to, zaznaczyła, zarówno idee wspaniałe, jak i odrażające – to od sprawności w ich głoszeniu oraz od determinacji aktywistów w znacznej mierze zależy, które zyskają uznanie szerokich mas. NUPES udowodniła, że z programem, który odpowiada na społeczne bolączki można do ludzi docierać. Zwłaszcza do młodzieży, gdzie lewica zdobyła 40 proc. głosów. Nawet mimo skrajnej nieprzychylności korporacyjnych mediów.

Niezależnie od wyniku drugiej tury wyborów, Francja dała przykład. Teraz ogromna odpowiedzialność w rękach ludzi, którzy zostaną ostatecznie wybrani jako reprezentanci NUPES. A także w rękach lewicy w innych krajach europejskich – czy wyciągnie wnioski z francuskiego doświadczenia.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

%d bloggers like this: